baner
Pozostałe
podkreślnik
Pulpity, linki, relacje z wypraw oraz poszerzone informacje na temat sprzętu i technik fotografowania można odnaleźć w tym właśnie dziale.


Dudkowe łowy


dudek, zdjęcia dudka, fotografia przyrody
Niejeden urlop poświęciłem goniąc po lasach i polach za tymi ptakami. Wiele wody upłynęło, zanim znalazłem odpowiednie miejsce do sfotografowania dudka. Zrobiłem na rowerze, w samochodzie i na nogach dziesiątki kilometrów. W tym czasie sporo dowiedziałem się o tych przepięknie ubarwionych i egzotycznie wyglądających stworzeniach. Gatunek to niezwykle elastyczny, umiejący dopasować się do wymagań jakie stawia teren, na którym przyszło mu bytować. Znaleźć więc dudka nie jest takim całkiem prostym zadaniem. Najprościej jest to uczynić, kiedy ptaki jeszcze nie są połączone w pary. Wówczas samczyki zajmują swoje terytoria i głośno obwieszczają całemu światu, iż jest to ich teren charakterystycznie pohukując. Kiedy samica usiądzie na gnieździe, samiec staje się coraz mniej aktywny wokalnie. Rzadziej przesiaduje na gałęzach drzew pohukując. Czas zabiera mu dokarmianie samicy. Sytuacja komplikuje się dla niego jeszcze bardziej, kiedy na świat przychodzi potomstwo. Wówczas ojciec dudkowej rodzinki ma naprawdę dużo pracy każdego dnia. Szukanie, zbieranie i zanoszenie pożywienia do gniazda pochłania prawie cały jego czas. Dopiero kiedy młode podrosną nieco, samica zaczyna opuszczać gniazdo aby odciążyć samca od nawału obowiązków. Właściwie dorastające dzieci zabierają rodzicom każdą chwilę i ptaki niewiele mają czasu na odpoczynek. Tym bardziej, iż przychówek w mgnieniu oka staje się coraz bardziej głośny i z każdą chwilą silniej dopomina się o jedzenie, nie mogąc wciąż zaspokoić apetytu. W tym okresie namierzyć ptaki po głosie jest bardzo trudno. Pozostają jedynie żmudne obserwacje terenu. Ciężka praca. Ptaki latają zwykle nisko nad ziemią i na krótkie dystanse. A jeśli zobaczą coś niepokojącego, to przestają pracować, siadają na gałęzi z widokiem na okolicę i czekają aż niebezpieczeństwo minie. Zwykle wygląda to w ten sposób, że obserwujący nawet nie zauważa iż zaniepokoił ptaki. Te nikną wysoko w koronie drzew i teren wydaje się niezamieszkany przez dudki. Nieraz wiedziałem, że w jakimś miejscu są ptaki - bo je słyszałem wcześniej - ale mimo wszystko nie mogłem ich namierzyć. Kiedy jednak parę namierzyłem i udało mi się odnaleźć ich gniazdo, to przychodziła kolej na analizowanie warunków, w jakich miałbym robić zdjęcia. Przeważnie było źle. A to za wysoko, a to światła dobrego nie było, a to tło beznadziejne na zdjęciach wychodziło. Zawsze coś psuło miejsce. Znalazłem jednak kilka całkiem przyzwoitych, jednak naprawdę wykorzystałem tylko jedno.
dudki, zdjęcia, fotografia przyrody
Ptaki te potrafią gnieździć się prawie wszędzie. Nie budują gniazd na gałęziach, lecz szukają do tego celu różnego rodzaju gotowych M1. Nie są wybredne co do miejsca na gniazdo, które może mieścić się w dziupli na najróżniejszej wysokości, na ziemi, w stercie gałęzi, pod korzeniami, w starej oponie a nawet... na śmietniku! Tutaj to dopiero jest kryjówek! I tak właśnie znalazłem jedną parę. Na wielkim wysypisku śmieci, gdzie pod wyrzuconymi starymi płytami ptaki te znalazły sobie schronienie. Wysypisko, wiadomo... Najlepszym miejscem do fotografii nie jest. Jednak nieopodal rosła wielka kępa pokrzyw, które świetnie posłużyły mi za tło i w ten sposów jedno ze swoich lepszych zdjęć dudków przedstawiające karmienie samicy przez samca zrobiłem właśnie na... wysypisku śmieci.
Nie są wybredne, ponieważ sytuacja je do tego zmusiła. Potrafiły się przystosować do trudnych warunków. Na szczęscie dla nas wszystkich...
Ptaki te z zimowisk przylatują dość późno, kiedy właściwie wszystkie lepsze miejsca zajęte są już przez inne ptaki. Pewnie dawno temu, sytuacja w której znajdowały się dudki po przylocie na miejsca lęgowe była dla nich o wiele łatwiejsza, ponieważ nie brakowało starych drzew obfitujących w dziuple i szczeliny. Miejsca na gniazdo były wszędzie. Jednak dzisiaj ludzie wycinają wiekowe olbrzymy beztrosko. Istnieje przekonanie wśród wielu ludzi, że stare drzewo do niczego się nie przydaje i trzeba je wyciąć. Jest to doprawdy niezwykle prymitywne i płytkie podejście, charakterystyczne jeszcze dla wielu starszych - a czasem nawet i młodych ludzi - mieszkających na wsi i nie tylko, którzy właściwie uprawiają samowolkę w okolicy nie pytając się nikogo i niczego o zdanie, a wycinając kolejną starą wierzbę, gruszę czy lipę. Najwięcej szkody przynosi zawsze mała świadomość ekologiczna ludzi i edukacja na niewystarczającym poziomie.
Dudki jednak - to ptaki niezwykle elastyczne. Potrafiły sobie z tym problemem poradzić i dziś spotkać je można w najdziwniejszych miejscach, choć gatunkiem rozpowszechnionym jednak wcale nie są. Niestety z innymi ptakami jest o wiele gorzej. Kiedyś powszechne, dziś niektóre niezwykle rzadkie. Na skutek wycinania drzew i zajmowania kolejnych terenów, mamy ich wszystkich coraz mniej.
dudek, ptaki, zdjęcia przyrody
"Śmietniskowe" dudki nie zagościły następnego roku w tym samym miejscu, ponieważ wysypisko zlikwidowano. Musiałem szukać dalej. W końcu znalazłem parę, która upodobała sobie stertę gałęzi. Gniazdo założyły gdzieś pod grubszymi okazami. Bardzo mi to przypasowało, ponieważ dzięki temu nie borykałem się z problemem wysokości. Jednak jak się później okazało, tak usytuowane gniazdo przemieniło się w wielkie fotograficzne wyzwanie. W odróżnieniu od dziupli, gdzie łatwo przewidzieć miejsce, w którym pojawi się ptak i tym samym łatwo wcześniej ustawić na to miejsce kadr, sterta gałęzi okazała się wielką niewiadomą. Była dla ptaków wielkim lotniskiem, na którym w różnych miejscach lądowały. Jednak dało się zaobserwować, że samiec miał na nim swoje ulubione miejsca, na których lądował najczęsciej.
dudek, samica, zdjęcia przyrody
Były to wyniesione najwyżej ze wszystkich suche pnie sosen. Samiec zawsze najpierw na nie siadał, rozglądał się wkoło a kiedy się upewnił, że okolica jest "czysta", zanosił pokarm samicy. Zapewne postępował tak, aby nie zdradzić miejsca, w którym znajdowało się gniazdo kierując się ostrożnością. Wykorzystałem to co zauważyłem i w rezyltacie zrobiłem kilka udanych i dynamicznych zdjęć. Cieszyłem się na myśl, iż kiedy wyfrunie i samica z gniazda aby karmić młode, częstotliwość przylotów zwiększy się i tym samym zwiększy się również moja szansa na kolejne ujęcia. Myliłem się jednak bardzo. Samica okazała się zupełnie innym lotnikiem niż samiec. Lądowała dosłownie wszędzie i nie miała ulubionych stanowisk. Nie przeszkadzał jej przy tym wiatr wiejący z najróżniejszych kierunków i z różną siłą. Często wlatywała wprost do gniazda. Nijak nie mogłem jej rozgryźć. Właśnie po tym jak latały, rozpoznawałem samca od samicy. Oczywiście ptaki różniły się innymi szczegółemi, ale "na żywo" ciężko było pewnie to określić. Sposób dolatywania na miejsce był znakiem szczególnie charakterystycznym, dzięki któremu bez trudu rozpoznawałem samca od samicy. Nieraz czytałem w przewodnikach i tekstach poświęconych dudkom, iż ptaki wysiadują jaja na zmianę - dokarmiając się wzajemnie. Korzystając z moich kilkuletnich obserwacji mogę powiedzieć, iż nie jest to prawdą. Samica zawsze siedziała w gnieździe a samiec zajmował się jej dokarmianiem. Nigdy odwrotnie. Samica tylko co jakiś czas wyfruwała aby rozprostować skrzydła. Zawsze po chwili jednak - trwającej zwykle kilka minut - wracała. Kiedy zdarzyło się, że w czasie nieobecności samicy przyleciał samiec z pokarmem, to po stwierdzeniu przez niego iż gniazdo jest puste, siadał na swoim wyniesionym miejscu i charakterystycznie pohukiwał, przy czym nawoływania te różniły się znacznie od typowego dudkowego głosu z wysokiej gałęzi, jaki najłatwiej usłyszeć. Wyglądało to na głos w rodzaju HU,HU,HRRRRRUU, HU, HU, HRRRRUU i było znacznie cichsze od wołania z gałęzi.
dudki, zdjęcia, fotografia przyrody
Kiedy wracała samica, samiec wchodził za nią do gniazda i oddawał jej pokarm, po czym odlatywał po nowy.
W końcu młode dorosły i wyleciały z gniazda. Na miejscu zrobiło się cicho i pusto.
Obawiałem się tych sesji przy gnieździe. Nie lubię fotografować w najbliższym jego sąsiedztwie. Czuję się wówczas bardzo niepewnie, tak jakbym był na cudzym podwórku. Można wówczas wiele popsuć i szkody w środowisku wyrządzić przez nieuważne postępowanie. Czasem nawet niezamierzone, nieświadome - bo wynikające z niewiedzy. Dla potrzeb tej dudkowej fotografii zbudowałem specjalną czatownię, w której pracowałem leżąc. Była więc niska i łatwa do zamaskowania zielonymi gałęziami. Budowę przeprowadziłem w kilku etapach, dodając każdego dnia nowe elementy, aby ptaki miały czas się z nimi oswoić. Na miejsce przychodziłem zaś jeszcze w nocy, aby przed ptakami, bezszelestnie ukryć się na stanowisku. Pobódka o 1.50 nad ranem była najpóźniejszą porą na jaką mogłem sobie pozwolić. Tamten okres w 2009 roku, choć bardzo się starałem i tak był wielką próbą. Nie mogłem przewidzieć ani ocenić czy czegoś nie zepsułem. Dopiero kolejne lata dały mi odpowiedź, czy wszystko wtedy poszło dobrze.
Kamień z serca mi spadł, kiedy za rok w znajomym miejscu znowu pojawiła się para. Oznaczało to dla mnie, że byłem dość ostrożny i udało się w miarę nie niepokoić ptaków. Jednak stało się coś innego, nieprzewidywalnego i fatalnego w skutkach. Cały kwiecień lały ulewne deszcze a moje dudki miały przecież gniazdo na ziemi. Kiedy w reszcie zrobiła się pogoda, wyszedłem po długim okresie czasu na zdjęcia. Na miejscu zauważyłem, że ptaki dziwnie się zachowują. Zobaczyłem samca, który co prawda przyleciał z pokarmem w dziobie, lecz nie zaniósł go jak zwykle samicy a usiadł na swoim wyniosłym drewienku i nawoływał w znajomy dla mnie sposób. Bardzo długo to trwało. Zacząłem się niepokoić, ponieważ pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją. W końcu przyleciała samica i usiadła obok. Stało się dla mnie oczywiste, że nie było jej w gnieździe od samego rana. To dla tego samiec ciągle nawoływał, kręcił się, zaglądał do kryjówki i wychodził z powrotem. Znowu nawoływał. Teraz, kiedy siedziała obok, samczyk próbował ją zwabić do miejsca, w którym znajdowało się gniazdo, ale ona nic sobie z tego nie robiła. W końcu odleciała. Wiedziała, że tego roku dotknęła ich wielka tragedia. On jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Korzystając z chwilowej nieobecności ptaków zajrzałem do miejsca, w którym przebywały - kończąc jednocześnie fotografowanie na ten dzień. Nie znalazłem co prawda konkretnego gniazda, ale za to znalazłem rozbite skorupki, porozrzucane obok. Zdałem sobie sprawę, że po roku czekania na nie i tak pięknie zapowiadającego się lęgu na samym początku, i tak nic z tego nie będzie. Nie zobaczę młodych dudków i nie zrobię żadnego zdjęcia. Przyczyn utraty lęgu mogło być kilka. Być może winne były intensywne i długotrwałe opady, które podtopiły to miejsce. Jajka zostały zaziębione a kiedy opuściła je samica dobrał się do nich jakiś drapieżnik... Być może deszcze niczego nie zmieniły lecz do jajek i tak dobrał się drapieżnik... Skorupki oznaczały jedno. Utratę lęgu w tym roku i przekreślenie wszystkich moich planów z nim związanych. Zająłem się innymi zdjęciami. Nie miałem innego wyjścia.
dudek w locie, zdjęcia przyrody
Dopiero w kolejnym, 2011 roku mogłem z nowu sił spróbować. Lecz i ten okres okazał się niezwykle dziwny w obserwacje. Odniosłem wrażenie, że ptaki mam te same co rok temu, ponieważ przystąpiły do lęgu niezwykle późno. Zupełnie jakby bogatsze w przykre doświadczenia z poprzedniego okresu, chcąc uniknąć mokrej pogody zdecydowały się na lęg niezwykle późno. Właściwie myślałem już, że i tym razem nic z tego nie będzie, bo wszędzie inne pary od dawna już karmiły młode a na moim miejscu cisza, pustki. Lecz w drugiej połowie maja zauważyłem, że dopiero zaczynają budować swoje M1 oraz miejsce mają zachowania typowe dla tego okresu. Samiczka przesiadywała w różnych miejscach w najbliższym sąsiedztwie sterty suchych gałęzi czyniąc toaletę całymi godzinami. Samiec natomiast latał dość intensywnie z pokarmem dla niej, a kiedy przylatywał, próbował zwabić ją do miejsca, które prawdopodobnie wybrał na gniazdo. Starał się jak mógł najlepiej, uparcie pohukiwał do niej całymi minutami i wabił przysmakiem w dziobie, ale ona nic tylko czyści i czyści te pióra... Wyobracała je na wszystkie strony i sposoby, a kiedy kończyła z jednymi, zabierała się za kolejne od początku. W końcu samczykowi brakowało cierpliwości i schodził do niej z przysmakiem w dziobie. Ona charakterystycznie otwierała dziób żebrząc o pokarm, on podawał jej kulinarny prezencik i wszystko kończyło się kopulacją. Na koniec zauważyłem coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Samiec po wszystkim stawał obok jakby na palcach, wyciągał głowę do góry kierując długi dziób w niebo i głośno wołoał w charakterystyczny sposób, co przypominało dźwięczny wyraz "hhHHHhh" z naciskiem i najgłośniej na środkowe głoski "H". Odnosiłem wrażenie, że jakby przetłumaczyć to na język polski, to wyraz ten oznaczałby: HURA! Dosłownie widać było jak na dłoni, że się cieszy! Następnie pełen zapału odlatywał żwawo szukać kolejnego robaka. I tak w kółko. Czasem samiczka dawała się namówić na wejście do gniazda i traciłem je z oczu. Tam, za nieprzeniknioną zasłoną z gałęzi dokonywał się rytuał. On odlatywał, ona siedziała jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu wychodziła i znowu zaczynała się szwędać po okolicy. Widać dobrze zdawała sobie sprawę, że będzie jeszcze mieć czas na siedzenie w tym miejscu. Dużo czasu...
dudek w locie, zdjęcia przyrody
Od czerwca samica zniknęła zaszywając się w gnieździe na dobre, a samiec zaczął się zachowywać w znany mi już na pamięć sposób. To było naprawdę dziwne. Nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć przyrodniczych przedstawiających parę w tak intymnych chwilach. Często wszystko się działo zbyt blisko mnie, dosłownie nie dalej niż na metr. Przystąpiłem jednak razem z ptakami do nowego okresu. Uchwycenie dynamicznej klatki okazało się niezwykle trudne i wymagające. Dzień po dniu przychodziłem na miejsce jeszcze w nocy aby ukryć się w przygotowanym wcześniej miejscu. Całymi godzinami próbowałem zrobić dobre zdjęcie ale ciągle pech mnie prześladował. W końcu skończyła się dobra pogoda i zaczęły się dni z deszczem. Na szczęście nie tak intensywnym jak rok temu. Były to po prostu wietrzne, pochmurne i mokre dni. Wykorzystałem tą pogodę jednak do zrobienia ujęć statycznych, do których nie potrzebowałem szybkich czasów naświetlania i którym wręcz służyło miękkie światło z zachmurzonego nieba. Już w drugim podejściu udało mi się zrobić zdjęcie jakie chciałem. Samiec usiadł na fotogenicznym patyku i pięknie przy tym rozłożył swój wachlarz z piór na głowie. Udało mi się także podczas jednej z wypraw zrobić w miarę dobre, dynamiczne zdjęcie ptaka w powietrzu, lecz niestety w ostrym świetle. Miejsce okazało się trudne a nawet trudniejsze niż w poprzednich latach. Kiedy z gniazda zaczęła wylatywać samica a młode coraz głośniej zaczęły domagać się jedzenia, sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Ptaki latały w zupełnie nieprzewidywalny dla mnie sposób i w końcu musiałem odpuścić, ponieważ efektów prawie żadnych nie miałem. Nie ma sensu próbować na siłę coś zrobić. Można wtedy wyrządzić sporo szkody. Jeśli coś się nie układa w jednym miejscu, ułoży się w innym. Zostawiłem więc dudkową rodzinkę w spokoju. I choć na pewno odwiedzę moich starych znajomych w kolejnym roku, to jednak następnym razem będę fotografował już w innym, lepszym do fotografii miejscu. Mam nadzieję...